Cyberbezpieczeństwo / Osoby prywatne

19 milionów Polaków w jednej bazie. Wyciek danych z MyDr to nie jest kolejny "incydent" — to obnażenie tego, jak kruche jest Twoje bezpieczeństwo

Sierpień 2026
Wyciek danych MyDr — 19 milionów rekordów zagrożonych

12 sierpnia 2026 roku, po posiedzeniu Połączonego Centrum Operacyjnego Cyberbezpieczeństwa, wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski powiedział jedno zdanie, które powinno zatrzymać każdego, kto kiedykolwiek był u lekarza w Polsce:

"Doszło do nadzwyczajnego wycieku danych blisko 19 milionów obywateli Polski, którzy w różnych kategoriach korzystali ze wsparcia medycznego."

Nazwał to jednym z największych incydentów w historii polskiej infosfery. To nie retoryka na potrzeby konferencji prasowej. To liczba większa niż połowa ludności kraju.

Źródłem jest MyDr — dostawca systemu Elektronicznej Dokumentacji Medycznej, należący do grupy Docplanner / ZnanyLekarz, jednego z największych graczy e-zdrowia w Polsce. System obsługuje ok. 12 tysięcy gabinetów i placówek medycznych, ok. 3 miliony wizyt i 2,7 miliona recept miesięcznie. Skala wycieku: 18,8–19 milionów unikatowych numerów PESEL, baza o wielkości ponad 2 TB.

Jako detektyw pracujący na co dzień z danymi — ich zdobywaniem, weryfikacją i ochroną — patrzę na to inaczej niż większość mediów. Nie interesuje mnie tylko "co się stało". Interesuje mnie: kto na tym zarobi i jak to wykorzysta przeciwko Tobie.

Dlaczego do tego doszło

MyDr to system klasy "wszystko w jednym" — elektroniczna dokumentacja medyczna, zarządzanie wizytami, obsługa placówek, powiązany z jednym z największych graczy na rynku e-zdrowia w Polsce. To właśnie taka centralizacja jest problemem. Im więcej wrażliwych danych w jednym miejscu, tym większa nagroda dla atakującego i tym większe szkody, gdy zabezpieczenia zawiodą. Firma sama przyznała, że skradzione dane mają charakter historyczny i pochodzą z okresu do kwietnia 2024 roku i wcześniej — czyli leżały w systemie, dostępne, przez długi czas, zanim ktokolwiek to zauważył.

To nie jest wyjątek. To standard w polskich firmach przetwarzających dane wrażliwe: rozrost bazy szybszy niż rozwój zabezpieczeń, brak segmentacji danych, systemy łatane "na już" zamiast projektowane pod kątem bezpieczeństwa od początku.

Kto za tym stoi

Był to nieuprawniony dostęp do systemów MyDr — cyberatak, nie zaniedbanie jednego pracownika. Wykradziona baza, ponad 2 TB, obejmuje: numery PESEL, imiona i nazwiska, daty urodzenia, numery telefonów, informacje o receptach, przyjmowanych lekach i odbytych wizytach, a w części przypadków — dane o konkretnych schorzeniach. Nie każdy z blisko 19 milionów rekordów zawiera pełny komplet danych medycznych, ale sam PESEL w połączeniu z danymi identyfikacyjnymi już wystarcza do poważnych nadużyć.

Według dotychczasowych ustaleń służb, w tym CBZC i ABW, stoi za tym zorganizowana grupa cyberprzestępcza działająca dla korzyści finansowych. Nic na razie nie wskazuje na atak sponsorowany przez obce państwo. Incydent nie wpłynął na bieżące działanie placówek medycznych — wystawianie recept i obsługa pacjentów odbywają się normalnie. To nie pociesza tych, których dane już wyciekły.

Stan na 13 sierpnia 2026: dane nie pojawiły się jeszcze w otwartej sprzedaży ani w darknecie — potwierdza to oficjalny profil @CyfraGovPL. To nie znaczy "bezpiecznie". To znaczy: jeszcze nie. Baza tej wielkości ma wartość rynkową liczoną w setkach tysięcy, jeśli nie milionach złotych, dla każdego, kto zajmuje się wyłudzeniami na masową skalę.

Kluczowa rzecz, którą trzeba zrozumieć

To nie jest wyciek "tych, którzy się gdzieś zarejestrowali". MyDr to oprogramowanie dla lekarzy i przychodni — nie zakładałeś tam konta, nie klikałeś "akceptuję regulamin". Jeśli w ciągu ostatnich kilku lat byłeś na wizycie w jednej z ok. 12 tysięcy placówek korzystających z tego systemu, Twoje dane mogły wyciec, nawet jeśli nazwa MyDr nic Ci nie mówi. Nie musiałeś nic "zrobić", żeby się w tej bazie znaleźć — i to jest właśnie najbardziej niepokojące w tej sprawie.

Jak te dane mogą zostać wykorzystane przeciwko Tobie

Co zrobić już teraz

Fakt, że dane na dziś nie są jeszcze w otwartej sprzedaży, nie oznacza bezpieczeństwa — oznacza tylko, że zegar jeszcze tyka. Baza tej wielkości, z tym poziomem szczegółowości, prędzej czy później znajdzie nabywcę. Pytanie nie brzmi "czy", tylko "kiedy" i "czy będziesz na to przygotowany".

Jeśli podejrzewasz, że ktoś już wykorzystuje Twoje dane — do wyłudzenia, szantażu, albo namierzenia Cię — to jest dokładnie ten moment, w którym liczy się szybka i dyskretna weryfikacja, zanim sytuacja się pogłębi.

SECTOR pomaga ustalić, czy Twoje dane są wykorzystywane bez Twojej wiedzy, oraz zabezpieczyć się przed dalszymi konsekwencjami wycieku.

Skontaktuj się